Dominika i Robert – ślubny plener w Tatrach

Ślub Dominiki i Roberta był cudownym wydarzeniem, na które czekałam od wielu miesięcy! Bardzo wzruszał mnie fakt, że z Domcią poznałam się tyle lat wcześniej na sesji zdjęciowej, a teraz będę płakać na jej ślubie. Od początku też było ustalone, że w ramach „podróży poślubnej” ;) pojedziemy we czwórkę do mojej ukochanej Bukowiny Tatrzańskiej i zrobimy plener ślubny w górach. Byłam bardzo tym podekscytowana, bo nigdy nie robiłam ślubnej sesji w Tatrach. Postanowiliśmy, że wejdziemy na Dolinę Pięciu Stawów, gdzie Robert oświadczył się Dominice i tam wykonamy nasze zdjęcia. W międzyczasie jednak wiele się zmieniało. Wirus szalał, pogoda była wielką niewiadomą (w końcu początek października!), zupełnie nie wiedzieliśmy, co to będzie. Postanowiłam więc pomyśleć nad ewentualnym planem B i zrobiłam research wśród znajomych i w internecie, gdzie jeszcze moglibyśmy zrobić piękne ujęcia. Jechaliśmy więc do Bukowiny raczej spokojni, że na pewno któryś plan nam się powiedzie. Na miejscu przywitała nas piękna, wczesnojesienna pogoda. Słońce świeciło od pierwszego dnia, a my uznaliśmy, że po ciężkiej podróży nie będziemy z samego rana ruszać na szlak, a podjedziemy na Słowację. Na szczęście granice były jeszcze otwarte, więc ruszyliśmy do Zdziaru. Piękna miejscowość nieopodal granicy, z cudownymi widokami na Tatry Wysokie. Pogoda była wspaniała, choć bardzo wiało. Mieliśmy jednak mnóstwo funu i zrobiliśmy piękne kadry! Z radością wracaliśmy do Polski na góralskie jedzonko, nalewkę i zasłużony odpoczynek :)

Kolejny dzień miał być TYM DNIEM, kiedy wejdziemy na Dolinę Pięciu Stawów. Pogoda w górach była jednak niepewna. Zapowiadano popołudniowe burze, opady. My nie byliśmy zbyt wytrawnymi piechurami górskimi (zwłaszcza ja :D preferuję góry zimą do jazdy na snowboardzie), a wejście jednak dość długim szlakiem ze sprzętem, suknią, garniturem, przy niepewnej pogodzie… Jednogłośnie odpuściliśmy ten pomysł. Na szczęście miałam plan B, czyli Szczyrbskie Jezioro. Dominika od razu podchwyciła pomysł, bo miejsce na zdjęciach wyglądało naprawdę pięknie. Z samego rana zapakowaliśmy więc prowiant i ruszyliśmy na wycieczkę przez cudowne słowackie Tatry Wysokie. Zrobiliśmy krótki przystanek na kilka zdjęć w klasycznym miejscu, czyli na przejściu granicznym. Sama podróż była bardzo piękna, przejeżdżaliśmy przez mnóstwo małych, klimatycznych wioseczek, a górskie widoki zapierały dech w piersiach. Gdy dotarliśmy na miejsce, pogoda się załamała, a z nią Dominika. Zaczął siąpić deszcz, ja jednak nie wątpiłam, że to chwilowe i pocieszałam ją jak mogłam. Na szczęście miałam rację i po krótkim oczekiwaniu deszcz przestał padać i trochę się rozchmurzyło (i Dominika też). Niestety nie doświadczyliśmy tego dnia pięknego słońca na zdjęciach, ale takie przychmurzone góry też mają swój urok :) Obeszliśmy jezioro dookoła, słuchając przemiłych komentarzy Słowaków, a nawet Niemców! To był piękny spacer połączony z cudownymi zdjęciami. Wracaliśmy do Polski w świetnym nastroju i okazało się, że niżej pogoda jest bardzo ładna! Poszliśmy zjeść do góralskiej knajpki, a wieczorem wybieraliśmy zdjęcia przy nalewce ze ślubu :)

Następny dzień był naszym ostatnim pełnym w górach, ale postanowiliśmy spędzić go na luzie – wyspać się, trochę odpocząć, pójść na spacer. Pogoda znów była przepiękna, więc mimo, że mieliśmy już z 800 zdjęć, postanowiliśmy zrobić trzecią serię, tym razem w innej sukni Dominiki, którą zmieniała na ślubie po północy. Najpierw jednak zjedliśmy obiad w pięknej karczmie z widokiem na całe pasmo Tatr. To miejsce jest moim ulubionym w Bukowinie i najbliższych okolicach. Spędziłam tam wiele godzin, spacerując, robiąc zdjęcia, podziwiając widoki. Tym razem przyniosło nam szczęście, bo mimo wyjątkowości wszystkich zdjęć z naszego wyjazdu, te są moimi ulubionymi. Światło zagrało nam wprost idealnie, góry prezentowały się w pełnej okazałości, a Domcia i Robert pozowali już na zupełnym luzie. Ja zresztą też fotografowałam bez większej spiny, bo wiedziałam, ile już mamy materiału. Dlatego te ujęcia wyszły takie wyjątkowe!

Wyjazd był cudownym doświadczeniem! Udało nam się wszystko i wcale nie żałowaliśmy, że nie poszliśmy na Dolinę Pięciu Stawów. Pójdziemy na rocznicę ślubu… :) Cieszę się, że zgraliśmy się czasowo na taki troszkę dłuższy wyjazd, dzięki czemu nie musieliśmy się stresować i mieliśmy dużo czasu nie tylko na zdjęcia, ale też na miłe spędzanie czasu. Już mi się tęskni za tym czasem!

Jedna myśl w temacie “Dominika i Robert – ślubny plener w Tatrach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s