Martyna Nguyen

O sesji z Martyną myślałam od jakiegoś czasu, ale nie bardzo miałam na nią pomysł. W ogóle ostatnio bardzo słabo u mnie z pomysłami… teraz niby trochę odżywam na szczęście, ale ten przełom zimy i wiosny w tym roku nie był dla mnie zbyt łaskawy. W końcu jednak wymyśliłam kilka miejsc i stylizacji, więc napisałam do Martyny i Karoliny. Na szczęście obu pasował termin i godzina, więc umówiłyśmy się na środę.

Już na kilka dni przed sesją z obawą patrzyłam na środowe prognozy – nie wyglądały obiecująco. We wtorek jednak była tak piękna pogoda! Początek kwietnia, a na termometrach 26 stopni! Wierzyłam więc, że wszystko się uda.

W środę padało od rana… z grobową miną spakowałam aparat i lekką, zwiewną sukienkę na ramiączkach dla Martyny… W drodze na uczelnię wiatr urywał mi głowę. Było zimno i bardzo nieprzyjemnie, co chwila padało. Coraz bardziej się denerwowałam. Odwoływać? Nie odwoływać? Co 10 minut sprawdzałam prognozę w internecie. W końcu uznałam, że robimy, trudno, będzie na mnie! Poinformowałam dziewczyny, że nie rezygnujemy i trzymałam kciuki.

Na sesję umówiłyśmy się o 15, ja akurat o 14:45 miałam kończyć zajęcia. Po 3 godzinach nudnych wykładów i 1,5 godziny okienka, ćwiczenia z historii… zostały odwołane. Byłam mega zła, bo musiałam siedzieć na uczelni i czekać, czekać, czekać… Karolina dojechała na czas, mimo że autobus zepsuł się na środku Krakowskiego Przedmieścia i zablokował ulicę w obie strony :D Martyna spóźniła się 30 min, bo – jak się później okazało – zgubiła klucze do domu. Wszystko szło nie po myśli. Ciągle padał deszcz, a ja nie miałam nawet kurtki, nie mówiąc o parasolce. Bluza mi przemokła, byłam zła, zmarznięta i miałam wszystkiego dość. Na szczęście wizaż trwał krótko. Malowałyśmy się na moim i Karolci wydziale, co jak zawsze budziło ogólną wesołość pracowników i studentów ;p Ja co 15 minut biegałam na zewnątrz, by sprawdzać pogodę. Ciągle wiało, padało i było strasznie zimno. Czułam się winna, powinnam odwołać sesję, nie miałyśmy stylizacji na taką pogodę, ja też ubrałam się beznadziejnie. Miałyśmy iść na Starówkę i nad Wisłę, musiałam myśleć o innych miejscach, żeby nie zamarznąć nad rzeką. Na szybko wymyśliłam plan B. Po wizażu ruszyłyśmy w stronę pierwszego, krytego miejsca, jakie przyszło mi do głowy.

Nagle… cud! Wyszło słońce. Nie wiedziałam, czy tylko się ze mną droczy, czy ma zamiar zostać na dłużej, zrobiłam kilka fot ze słońcem w tle „na wszelki wypadek” i wróciłam do naszego zadaszonego miejsca. Ale słońce nie przestawało świecić! Gdy szłyśmy w kierunku drugiego miejsca – niebo było przejrzyste i błękitne. Jak to możliwe?! Byłam taka szczęśliwa! Ostatecznie udały nam się idealne, słoneczne zdjęcia, moje ukochane kadry ze słońcem w tle. Trafiłam po prostu z piekła do nieba! Oczekiwałam jedynie, by przestało padać, a tu nagle zrobiła się pogoda najlepsza z możliwych, dla mnie idealna, zawsze wyczekiwana. Te portrety to takie „moje” zdjęcia, zawsze właśnie takiego światła sobie życzę podczas sesji. I udało się!

Na dodatek Martyna była idealną modelką. Zrobiłyśmy tylko 113 zdjęć, mimo kilku stylizacji i miejsc, bo czułam, że to i tak będzie „to”. Po powrocie do domu przejrzałam wszystkie i wyrzuciłam 7, które były nieudane (najczęściej z mojej winy). Każde z pozostałych w sumie nadawało się do obróbki i publikacji, wybór więc był bardzo ciężki :)

Dziękuję dziewczynom przede wszystkim za nietracenie wiary, której mnie ostatecznie zabrakło :) Cieszę się, że same nie zrezygnowały, bo – jak już wcześniej mówiłam Martynie – klęłabym godzinami po powrocie do domu, widząc jaka pogoda się zrobiła.

Mam nadzieję, że i Wam zdjęcia się będą podobały!

pozowała Martyna <3

wizaż Karolcia <3

DSC07029_internetDSC07030_internetDSC07039_internetDSC07049_internetDSC07050_internetDSC07051_internetDSC07052_internetDSC07060_internetDSC07063_internetDSC07065_internetDSC07071_internetDSC07072_internetDSC07076_internetDSC07077_internetDSC07081_internetDSC07085_internetDSC07089_internetDSC07097_internetDSC07098_internetDSC07099_internetDSC07103_internetDSC07116_internetDSC07121_internetDSC07127_internet

Jestem zakochana we wszystkich tych zdjęciach i tak na koniec dodam – sesja była w środę, TĘ środę, a zdjęcia oddałam dziewczynom dziś rano :> To chyba najlepiej świadczy o tym, jaka byłam zajarana tymi zdjęciami i jak fajne one były, w zasadzie nie potrzebowały zbyt dużo obróbki :) Backstage:

 

Reklamy

3 thoughts on “Martyna Nguyen

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s